top of page
brudne okna

 

BRUD

​Sadza ma specyficzny zapach i kształt. Są to maleńkie i niezwykle delikatne struktury.

Poruszam nie tylko problem szeroko pojętego patriarchatu oraz przenoszenia traumy pokoleniowej, ale również wpływ upadającego krajobrazu poprzemysłowego i powolnych przekształceń na to, co mi najbliższe.

To, co obok mnie, na Śląsku. Obraz ten zmieniły lata reżimu, skutecznie go zdewaluowały i nadały mu swoiste zniekształcenia mówiąc tylko o węglozbycie, brudzie i powolnym upadku.

 

Teraz, zmienia się on niezwykle gwałtownie i w takiej rzeczywistości będzie żyć moja córka. Staram się dać jej nie tylko instrukcję mycia okna i robienia gumiklejz, ale także przekazać to co zostało i nie opadło na dno. Mówi, że chce zostać na razie tu na Śląsku, ale czy tak się stanie?
 

Badam „na własnej skórze” proces przemian, również dzięki fotografii, która dopełnia swoistego procesu autoterapeutycznego.

Świadomie korzystam z bliskich i dostępnych mi środków nie tylko materialnych m.in. takich jak sadza, węgiel, tkanina, mydło, aby wybudować swoiste

Axis Mundi, ale również świadomie sięgam po nieostrość, szybkie kadry czy samowyzwalacz.

„Feminizm dużo mówi o tym, że kobiety powinny się przebudzić i stać się świadome. Prawda jest jednak taka, że dopóki nie skonfrontujemy się z częściami samych siebie, które poczuły się wygnane i odepchnięte od tego, co kobiece, nigdy tak naprawdę nie sięgniemy po swoją siłę”
(cytat Bethany Webster, Odkrywanie wewnętrznej matki)

To opowieść nie tylko o sadzy, ale także o kobietach. Ponieważ w świecie zbudowanym według zasad siły i władzy to my powinnyśmy myć okna. To od nas wymaga się poświęcenia czasu oraz ambicji w

imię opieki nad chorymi i starszymi, a także wykonywania monotonnych, niechcianych lub czasochłonnych czynności dnia codziennego.
 

Dlatego od wieków, w ciszy i skupieniu, ze starannością wewnętrznie przymocowaną do ramion, skruszone kobiety poruszają się, jednocześnie będąc często prawie niewidoczne.

„Patriarchat jest tym, co zadało nam matczyną ranę. W kulturach zdominowanych przez mężczyzn kobiety są uczone tego, by uważały się za gorsze, bezwartościowe i niezasługujące na nic. To uczucie niższości zostało uwewnętrznione i jest przekazywane dalej, z pokolenia na pokolenie”.

Odkąd pamiętam, zawsze wokół mnie mówiło się o „brudnych oknach”. Mam czasem wrażenie, że temat okien tam, gdzie mieszkam, jest sprawą wręcz kluczową. Może to wynika z głębokiego braku, niespełnionej czułości i delikatności, która wryła się w te ziemie już dawno temu, bo przecież od dziada pradziada żyjemy tu jak swoiste korniki.

Kiedy byłam mała, okna w domu, w którym mieszkałam, wyglądały inaczej niż te, które są teraz. Wszystko miały inne: ramy, szyby, zawiasy, klamki. Szyby wklejane były do ram pomarańczową mazią, na której było widać odciski palców. Lubiłam patrzeć, jak te małe mieniące się kryształki, które osadzały się na ramach, kiedy je dotykałam, pod wpływem wody zmieniały się najpierw w plamy, a potem w czarne delikatne smugi, aby w końcu zniknąć i pokazać biel ramy, która wcześniej była zupełnie czarna.

Może jestem tu tylko sadzą, a może głosem tych wszystkich kobiet, które myły okna dawno temu. A może tych, które dalej muszą to robić i być cicho, tak jak te poprzemysłowe przestrzenie. A może nie tylko ich? Czy to się kiedyś zmieni i głos kobiet będzie słyszalny, bo znowu gdzieś ucichł…

brudne okna

2025, czerwona farba akwarelowa, guma dwuchromianowa, papier

brudne okna
brudne okna

 


Każde z okien w familokach górniczych było pomalowane czerwoną farbą, ponieważ taka była dostępna na grubie. W tamtych czasach zwyczajowo wynosiło się farbę, aby malować ramy, bo tak było po prostu najtaniej.

 

Kolor, który miał za zadanie w swoisty sposób ostrzegać, stał się dopełnieniem pięknie i niestrudzenie szorowanych okien. Zazwyczaj z śnieżnobiałą firanką. Moja babcia też takie lubiła. Zanim powiesiła te pięknie wyprasowane gardiny musiała zniknąć sadza. 

Nigdy się to nie udawało, zawsze słońce pokazało niedoskonałości, nie pomagała na to nawet specjalna „ircha”. To było jak obsesja, która przeszła na mnie na czas powstawania Axis Mundi. Swoisty „czyściec” za pomocą mydła, w którym 
zatopiłam węgiel. Wciąż jednak pozostają drobiny brudu, które potrzebują opieki. 

Sadza. Jest ze mną. Jest mną. Wyruszyłam w swoją drogę na rowerze, jak kiedyś w dzieciństwie. Postanowiłam zbierać zapachy i obrazy, ponieważ przyszła wiosna. Tym razem jednak z aparatem. Czasem zbieram obrazy szybko, niechlujnie, aby zostawić w nich „czucie“. Jakby nie chcąc zagarnąć na zawsze tego, co zostało. 

Moje fotografie zamieniłam na negatywy, mając poczucie, że znowu patrzę wstecz. To je wykorzystałam, by stworzyć swoiste powidoki wspomnień, miejsc których już prawie nie ma. Sadza też ma zapach. Zdecydowałam się nią zastąpić pigment, w procesie gumowym, który wydał się mi najbliższy, aby przenieść schowany we mnie obraz miejsc i przeżyć na papier. 

Technika, którą wykorzystuje w swojej pracy ma bardzo proste składniki - gumę arabską, dichromian potasu oraz pigment. Ja postanowiłam zapisać za jej pomocą to, co zostało, złe i dobre. Aby z kolei to, co niechciane mogło swobodnie opaść w wodzie na dno. Proces ten, na nasze czasy jest wręcz nieatrakcyjny.

 
brudne okna

2025, sadza, guma dwuchromianowa, papier

brudne okna
brudne okna
brudne okna
brudne okna
brudne okna
brudne okna
brudne okna

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                          OKNA

2025


Zeszły rok mieszkałam w Hajdukach [Chorzowie] niedaleko ruin Huty Batory oraz Królewskiej Huty. To właśnie te tereny są prezentowane na fotografiach wykonanych technika gumową. Z nich wydobyłam szyby, których użyłam w swojej pracy licencjackiej. To na nich wydrapałam swoje autoportrety pisakiem grawerskim. Zapragnęłam zapisania w tym odzyskanym szkle, wszystkiego co noszę w sobie, każdy nawet najdrobniejszy lęk. Brak, który zapisał we mnie ten bliski świat na zawsze. Zrobiłam to, w jak najbardziej mechaniczny sposób, ze złością. 

Wcześniej swoje fotografie, które użyłam do stworzenia negatywów, wykonałam w prawie stuletnim domu na klatce z czerwonymi schodami. Nikt nie wie skąd dziadek miał farbę, aby je pomalować. Z szyb i obrazów gumowych powstało dopełnienie mojego Axis Mundi, które pozwala mi czerpać z tego co tu i tam. 

Do mojej pracy wykonałam autoportrety również korzystając właśnie z tych środków. Stworzenie ich było długo zaplanowaną chwilą, potrzebującą porannego światła. Kilkukrotnie już stawałam po obu stronach obiektywu, zawsze ten moment jest dla mnie szczególny. Mam poczucie wykonywania „dokumentującego obowiązku”. Nie potrafię tego inaczej nazwać. Jednocześnie jestem tu i tam. Pragnę, aby moja magiczna oś istnienia mogła zetrzeć i zmyć traumy pokoleń ukryte pomiędzy szkieletami tego, co było kiedyś nie tylko tu ale i tam. 

Używam estetyzacji w swojej pracy w sposób świadomy, są nimi często ruch, nieostrości i niedoświetlenia. To efemeryczność tych fotografii dała mi podstawę do pracy ze szkłem w tym projekcie, dla którego negatywy stanowiły podstawę do dalszej pracy. Stały się dla mnie swoistą matrycą. Poszukuję wciąż siebie, lub chcę coś wymazać, co pozwoliłoby mi zbudować balans, chociaż wiem, że to tylko ułuda.

brudne okna
brudne okna
brudne okna
brudne okna
brudne okna
brudne okna
brudne okna

© by DEEKA

 
bottom of page