top of page
eden
eden

Pamiętam, jak w latach 90. wieczorem siadaliśmy całą rodziną przed telewizorem. Ja, moi rodzice i mój brat. Miałam wtedy może 12 lat. W polskiej telewizji wyświetlany był program „Koło Fortuny”. Główną nagrodą w nim było: łóżko wodne albo wycieczka na Wyspy Kanaryjskie.

 

W tamtych czasach brzmiało to niezwykle egzotycznie i luksusowo. Zwłaszcza dla mnie. W tym czasie nie byłam nigdzie za granicą. Jestem dzieckiem, które pamięta komunę. Pamiętam, że ważnych informacji szukało się w encyklopedii.

Pamiętam swój pierwszy magnetofon kasetowy. W moim pokoju stał „jamnik” na dwie kasety, w kolorze czarnym z kolorowymi elementami. Kupiony na bazarze na ulicy. Czasem się psuł. Wtedy musiałam przeciągać kasetę ołówkiem. Miałam pokój z bratem, przedzielony szafką, a magnetofon był „wspólny”.

Pewnego dnia w mieście, skąd pochodzę, powstał pierwszy supermarket. Do tej pory pamiętam smak pierwszej oranżady z puszki, która zafarbowała mi język na pomarańczowo. W tym wszystkim nowym, co przyszło z zachodu, byliśmy pełni nadziei na lepsze jutro. Byliśmy przekonani, że czeka nas lepsza przyszłość. Wierzyliśmy, że świat teraz już na pewno będzie zmierzał w dobrą stronę. W końcu my byliśmy po tej „dobrej stronie mocy”.

To był czas, kiedy można było sobie chociaż próbować uzbierać na „levisy” (które kosztowały zawrotną kwotę) i pierwszy raz spróbować hamburgera z maca. Wydawało się, że domy obłożone białym sidingiem to szczyt marzeń. Tak samo jak i wyjazd na plażę pod palmy. Pewnego dnia w sklepach pojawiły się banany i pomarańcze. Wcześniej nie było ich zawsze w sklepach. Były tylko na święta.

Od tego czasu minęło 30 lat i wiele się zmieniło, a może nie. W każdym razie w sklepach codziennie są banany, mimo iż dalej jesteśmy krajem, który je tylko importuje. Dla mnie również podróż do kraju, gdzie rosną palmy, wydaje się mniej egzotyczna, tak jak i banany. Wyspy na skraju Europy nie wydają się być już rajem z romantycznych snów o niezwykłej krainie. Dostępne samolotem za kilka godzin, stały się wulkanicznym punktem ukrytym pomiędzy bananowcami.

Są miejscem, gdzie można na chwilę się zatrzymać, ale czy coś więcej?

Momentami wyspa stała się trochę nierealna. Ma w sobie zatrzymany czas, który minął już bezpowrotnie, widoczny w odrapanych budynkach lat 90. i czasem nieprzycinanej palmie. Plantacje bananów rozciągają się wzdłuż północy wyspy i można chodzić pomiędzy nimi godzinami, dochodząc do skalistych klifów. Można oglądać czasem kury mieszkające gdzieś pomiędzy roślinami albo podziwiać cienie roślin na foliowych zabezpieczeniach, które wyglądają jak ukryte potwory.

Wybrzeże rozrysowuje się od samego środka wulkanu. Niezwykle surowy i prosty obraz, który nas uwodzi swoją niedostępnością, ale i przytłacza. To właśnie przyroda sprawia, że wyspa wciąż rodzi się na nowo – to ona też będzie pamiętać zmiany, które następują ostatnio coraz bardziej gwałtownie.

EDEN​​

eden
eden
eden
eden
eden
eden
eden
eden
eden
eden
eden
eden
eden
eden
eden
eden
eden
eden

© by DEEKA

 
bottom of page